Przewodnik Młodej Pary on Facebook
Szukaj w portalu:

List do redakcji

Kiedy zobaczyłem moją przyszłą żonę Anię po raz pierwszy, to było jak grom z jasnego nieba. Było popołudnie pochmurnego, listopadowego dnia. Wracałem z wyjazdu służbowego i zatrzymałem się w Kątach Wrocławskich na obiad. Byłem zaskoczony, że tak blisko autostrady można znaleźć takie zaciszne miejsce. I wtedy...

Siedziała w szklanej oranżerii z koleżanką i miała przed sobą największą porcję jedzenia jaką widziałem przed kobietą. Śmiała się, promieniała radością życia. Potem dowiedziałem się, że jak wszystkie damy bardzo pilnuje swojej diety, a talerz był wypełniony obiadem fitness, ale co tam, wtedy ten gigantyczny posiłek przykuł moją uwagę. I Ona... Nie miałem wyjścia, podszedłem, przedstawiłem się i od tej pory staliśmy się nierozłączni.

Minęło kilka miesięcy, a ja wiedziałem, że to kobieta mojego życia. Ciepła, zabawna, inteligentna. Wracaliśmy do AZYLU, aby godzinami przy lampce wina i deserze cieszyć się sobą. Nawet nie wiem kiedy zaczęliśmy planować naszą przyszłość. Tam, przy naszym ulubionym stoliku zapadła decyzja o ślubie... Ale... przerażała nas ta organizacja, zamieszanie. Szukanie lokalu, wybieranie menu... Z jednej strony cieszyliśmy się na wesele, z drugiej strony baliśmy się, że nie podołamy wszystkiemu. I któregoś letniego wieczoru nas olśniło. Przecież my znamy magiczne miejsce, w którym chcielibyśmy uczcić nasz ślub. Tam to się przecież zaczęło. Szybko zorientowaliśmy się, że to była najlepsza z możliwych decyzji. Okazało się, że właśnie tu, w przytulnej restauracji i hotelu znaleźliśmy wszystko, czego nam potrzeba.

Pani Kasia doradzała nam we wszystkim, ustaliła szczegóły dekoracji, menu, pomogła usadzić wszystkich tak, aby każdy czuł się dobrze. Zapewniła transport i nocleg dla Gości. O nic nie musieliśmy się martwić. Ania cieszyła się, że ma czas na wybór sukni, dodatków i tych wszystkich kobiecych drobiazgów, a ja mogłem bezstresowo zaangażować się w dopięcie wszystkiego na ostatni guzik.

I wreszcie nadszedł ten wyjątkowy, wiosenny dzień. Kilka miesięcy spokojnego planowania przyniosło efekty. Ania wyglądała tak pięknie! Kiedy z kościoła podjechaliśmy z kilkudziesięcioma gośćmi na miejsce wszystko już na nas czekało. Stoły zastawione elegancko, bardzo gustownie. Jak w bajce. Przebrnęliśmy przez życzenia i gratulacje i mogliśmy oddać się błogiej zabawie. Czuliśmy się jak Król i Królowa na balu.

Ukwiecone wnętrze, oświetlone blaskiem świec dało niepowtarzalny klimat naszemu przyjęciu. Jedzenie tak bardzo smakowało naszym Gościom, że wiele z par też postanowiło urządzić swoje wesele w AZYLU. Kelnerzy pilnowali, żeby nam niczego nie brakowało, a zarazem byli prawie niewidzialni, dyskretni. Pierwszy taniec z moją Żoną zapamiętam na całe życie. Bawiliśmy się do białego rana, a potem porwałem moją Żonkę do pięknie przystrojonego pokoju dla Nowożeńców, ale to już zupełnie inna historia....

To był najwspanialszy dzień naszego życia. Do dziś, kiedy oglądamy nasze piękne zdjęcia zrobione w AZYLOWYM ogrodzie, łza nam się w oku kręci na myśl o tym miejscu. Romantyczny mostek, staw z liliami i pochylającą się nad nim płaczącą wierzbą, jak w filmie! Nie mogliśmy uwierzyć, że to nas spotkało.

AZYL dał początek naszemu wspólnemu, rodzinnemu szczęściu. Na zawsze pozostanie mi sentyment do tego miejsca.

Bartek

Dodaj komentarz:
* Nick:   
e-mail:   
  * - pola wymagane
* 
* Jaki jest kraj na P w którym mieszkasz? ;)

2001-2010
Copyright © AURA
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie całości lub części serwisu bez zezwolenia
zabronione.