Kiedy zobaczyłem moją przyszłą żonę Anię po raz pierwszy, to było jak grom z jasnego nieba. Było popołudnie pochmurnego, listopadowego dnia. Wracałem z wyjazdu służbowego i zatrzymałem się w Kątach Wrocławskich na obiad. Byłem zaskoczony, że tak blisko autostrady można znaleźć takie zaciszne miejsce. I wtedy...
Siedziała w szklanej oranżerii z koleżanką i miała przed sobą największą porcję jedzenia jaką widziałem przed kobietą. Śmiała się, promieniała radością życia. Potem dowiedziałem się, że jak wszystkie damy bardzo pilnuje swojej diety, a talerz był wypełniony obiadem fitness, ale co tam, wtedy ten gigantyczny posiłek przykuł moją uwagę. I Ona... Nie miałem wyjścia, podszedłem, przedstawiłem się i od tej pory staliśmy się nierozłączni.
Minęło kilka miesięcy, a ja wiedziałem, że to kobieta mojego życia. Ciepła, zabawna, inteligentna. Wracaliśmy do AZYLU, aby godzinami przy lampce wina i deserze cieszyć się sobą. Nawet nie wiem kiedy zaczęliśmy planować naszą przyszłość. Tam, przy naszym ulubionym stoliku zapadła decyzja o ślubie... Ale... przerażała nas ta organizacja, zamieszanie. Szukanie lokalu, wybieranie menu... Z jednej strony cieszyliśmy się na wesele, z drugiej strony baliśmy się, że nie podołamy wszystkiemu. I któregoś letniego wieczoru nas olśniło. Przecież my znamy magiczne miejsce, w którym chcielibyśmy uczcić nasz ślub. Tam to się przecież zaczęło. Szybko zorientowaliśmy się, że to była najlepsza z możliwych decyzji. Okazało się, że właśnie tu, w przytulnej restauracji i hotelu znaleźliśmy wszystko, czego nam potrzeba.
Pani Kasia doradzała nam we wszystkim, ustaliła szczegóły dekoracji, menu, pomogła usadzić wszystkich tak, aby każdy czuł się dobrze. Zapewniła transport i nocleg dla Gości. O nic nie musieliśmy się martwić. Ania cieszyła się, że ma czas na wybór sukni, dodatków i tych wszystkich kobiecych drobiazgów, a ja mogłem bezstresowo zaangażować się w dopięcie wszystkiego na ostatni guzik.
I wreszcie nadszedł ten wyjątkowy, wiosenny dzień. Kilka miesięcy spokojnego planowania przyniosło efekty. Ania wyglądała tak pięknie! Kiedy z kościoła podjechaliśmy z kilkudziesięcioma gośćmi na miejsce wszystko już na nas czekało. Stoły zastawione elegancko, bardzo gustownie. Jak w bajce. Przebrnęliśmy przez życzenia i gratulacje i mogliśmy oddać się błogiej zabawie. Czuliśmy się jak Król i Królowa na balu.
Ukwiecone wnętrze, oświetlone blaskiem świec dało niepowtarzalny klimat naszemu przyjęciu. Jedzenie tak bardzo smakowało naszym Gościom, że wiele z par też postanowiło urządzić swoje wesele w AZYLU. Kelnerzy pilnowali, żeby nam niczego nie brakowało, a zarazem byli prawie niewidzialni, dyskretni. Pierwszy taniec z moją Żoną zapamiętam na całe życie.
Bawiliśmy się do białego rana, a potem porwałem moją Żonkę do pięknie przystrojonego pokoju dla Nowożeńców, ale to już zupełnie inna historia....
To był najwspanialszy dzień naszego życia. Do dziś, kiedy oglądamy nasze piękne zdjęcia zrobione w AZYLOWYM ogrodzie, łza nam się w oku kręci na myśl o tym miejscu. Romantyczny mostek, staw z liliami i pochylającą się nad nim płaczącą wierzbą, jak w filmie! Nie mogliśmy uwierzyć, że to nas spotkało.
AZYL dał początek naszemu wspólnemu, rodzinnemu szczęściu.
Na zawsze pozostanie mi sentyment do tego miejsca.
Bartek